Śnieg.

       Tak się często zdarza, że gdy na ulicach pojawia się pierwszy śnieg, ludzie marudzą i narzekają na wszędobylskie błoto, zimno, ciągłe odśnieżanie. Chowają się po domach i przeklinają ile wlezie. Ich punkt widzenia jest całkowicie zrozumiały. To teraz ja.

       Zapadał wieczór i choć tego dnia wcześnie skończyły się mi zajęcia, spędziłam wolny czas bardzo produktywnie, oczekując na kolejną godzinę męczenia się z matematyką, która nadchodziła nieuchronnie. Po trzech miesiącach korepetycji przyzwyczaiłam się już do myśli, że muszę się tam stawiać i nie czuję w sobie większych oporów. Jednak tak czy inaczej, pewna niechęć pozostaje. 
       Spakowałam wszystkie potrzebne rzeczy do plecaka, na plecy zarzuciłam bluzę dresową, stopy otuliłam ciepłymi skarpetkami i bardzo znużona wszystkim i wszystkimi wybyłam z domu w raptem parominutową podróż do celu. I od tego czasu nie czuję już znużenia. 
        Schodząc po schodach prowadzących do mojego domu, słyszałam skrzypiący śnieg pod stopami, twarz owiewał mi chłodny, ale przyjemny wiatr a z nieba padał deszcz. I nagle poczułam jakie to wszystko cudne. Uśmiechnęłam się, łapiąc we włosy kolejne śnieżynki, zamknęłam za sobą furtkę, wyszłam na ulicę, następnie chodnik. I jedyne o czym mogłam myśleć to – o. jak ładnie.
        Obserwowałam śnieg, który zatrzymał się na gałęziach, raz po raz zsypując się na ziemię, szaroniebieskie niebo, gdzieś dalej już całkiem zachodzące słońce, ciepłe światło latarni ulicznych. I nie mogłam przestać się uśmiechać. Ciepły, ironio, mróz zaczerwienił mi nos i policzki. Zamknęłam oczy, wsłuchując się w dźwięk moich butów i tego całego skrzypienia, raz po raz je otwierając, by nie zboczyć z chodnika. A gdy dotarłam do celu, godzina minęła mi szaleńczym tempem, bym znowu potem mogła wyjść ponownie na świeże powietrze i pokonać tę samą drogą znacznie wolniej.  
        Ponownie.

        Wracając, odwracałam się, obserwując jak wyglądają moje ślady na śniegu. Łapałam gałązki drzew, biorąc wodę do ręki, czekając aż się roztopi. Wysłałam filmiki do znajomych o tym jak mnie to ekscytuje, śmiejąc się głośno, w odpowiedzi dostając słowa zaskoczenia, zgody z moimi słowami, "jaka szczęśliwa dziewczynka". I nie czułam w ogóle żadnego mrozu. Było fajnie.
        Dlaczego akurat w tamtym momencie? Nie wiem. Przecież parę godzin wcześniej przeklinałam na ilość śniegu, wracając ze szkoły, gdy w jednym bucie już miałam jezioro, a w drugim dopiero się ono tworzyło. Pamiętam, usiadłam na łóżku i gapiłam się na lawinę powstałą na moim oknie. Nie czułam nic. Jednak wtedy, wieczorem, w dresach i z podręcznikiem do matematyki w plecaku wszystko wydawało się takie inne, piękne i proste, jak droga do domu korepetytorki. Miałam ochotę siedzieć w tym śniegu przez godziny, obserwować jak się mieni i świeci w blasku latarni. Chyba gdzieś po tej krótkiej drodze doszłam do wniosku, że to moja pora roku. O jak mi pasuje te pochmurne niebo, ciepłe herbaty, no i śnieg. 
        Przypomniało mi to wszystkie rodzinne wycieczki po parku, na biegówkach, po Wrocławiu i jego jarmarkach i gdzieś w środku bardzo tego zapragnęłam ponownie. 

        Od tego czasu, co jest śmieszne, gdyż było to wczoraj, uśmiecham się cały czas. Idąc do szkoły, wracając z niej, czekając aż załaduje mi się dwudziestogodzinna aktualizacja simsów (origin, nie polecam). I hej, jest fajnie. Pierwszy raz od dawna, jest bardzo, bardzo fajnie. 
tutaj dostałabym naganę od polonistki za użycie słowa fajne, ale to prawda

        I hej, jak tak na to popatrzycie, to może to też wasza pora. Nawet jeśli nienawidzicie tego całego błota, kłótni przedświątecznych z rodziną, znajomymi, bycia nieustannie chorym, masy ubrań, które trzeba na siebie zakładać. Może nawet, jeśli wyjrzycie za okno, sami dostrzeżecie coś nowego, fajnego, ekscytującego. Wszystko zależy na co zwrócicie wzrok. 
        Może nawet będzie tam śnieg.


ot tak, krótko.

Komentarze

  1. Jejku, to jest tekst o wszystkim co sprawia że czuję się dobrze. I właśnie fajnie.
    Śnieg jest cudny i świąteczny i żałuję że istnieją takie rzeczy jak lekcje na 7:30, komunikacja miejska i brak zimowych butów, bo zabierają mi połowę radości.

    OdpowiedzUsuń
  2. To dokładnie to co czułam wczoraj. I tak, zimna to zdecydowanie moja pora roku chociaż marznę, ślizgam się na oblodzonych chodnikach a autobusy nie zawsze chcą przyjeżdżać.

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty