Infolinia żałości
Już jakiś czas temu przyszło mi zauważyć u siebie dość ciekawą przypadłość. Gdy siedząc w swoim przytulnym pokoju, popijając herbatę i wyrywając sobie włosy ze stresu nad rozmową, którą właśnie prowadziłam, zdałam sobie sprawę, że gdy tylko ją zakończę, stanie się ona piątym problemem w ciągu tygodnia, który udało mi się rozwiązać, drugi tego samego dnia, ani jeden mój własny.
Sięgając pamięcią do dwóch lat wstecz, okazało się, że z niewiadomych mi przyczyn, ludzie często przychodzą do mnie z prośbą o radę, rozwiązanie kłótni, czy też problemu. Stało się to codziennością, by idąc na obiad poradzić w sprawach sercowych, kończąc esej na angielski pogodzić skłócone osoby, zasypiając – zostać obudzonym przez zmartwioną znajomą, której cały dzień okazał się znacznie gorszy niż połowa jej całego życia.
Mówiąc całkowicie szczerze – nie mam pojęcia skąd w ludziach tyle zaufania do mojej osoby. Często dopytuję o pierwsze wrażenie, jakie sobą przedstawiam i na ogół są to takie przymiotniki jak: "tajemnicza", "cicha", "szczera". Sama uważam się za osobę bardzo otwartą na pomoc innym. Sama nieraz ją proponuję, a potem napawa mnie szczęściem i spokojem to, że ktoś po nią wraca. Jednak mimo mojego ogólnego podejścia do ludzi oraz świadomości o własnym -całkiempozytywnym- nastawieniu, nadal trochę mnie to dziwi.
Niedawno zdałam sobie sprawę, że nieświadomie zaczęłam w to uciekać. W rozwiązywanie cudzych problemów. Wydawało się to banalnie proste. Odpowiedzi, których osoby zainteresowane nie dostrzegały, leżały tuż przed ich nosami. Dawało mi to wszystko jakąś dziwną satysfakcję, że może jednak potrafię w relacje międzyludzkie, może uda mi się jakoś wejść w ten cały świat.
Jednak kiedy karta wiadomości się zamykała, a potem również pierwotne uczucie zadowolenia powoli uciekało, jak większość emocji, zdawałam sobie sprawę, że nagle zostawałam sam na sam z własnymi myślami oraz problemami – które skrzętnie ignorowałam lub uznawałam za rozwiązane (poprzez rozmowy z innymi).
One wszystkie, skłębione w ogromnej czarnej chmurze, siadały na mnie i nie potrafiły zostawić w spokoju, dręcząc po nocach, łopocząc nad głową, podczas gdy ja jedynie pragnęłam doczekać kolejnego poranka, który możliwie krył kolejne zagmatwane sprawy moich znajomych. Sprawy, które przyćmiłyby to wszystko, co ukrywało się w środku mnie. Które mimo wszystko były częścią mnie.
I wierzcie lub nie, ale było to całkiem normalną częścią mojego funkcjonowania, które powoli toczyło mnie przez kolejne etapy egzystencji. Działało, można by powiedzieć, nienajgorzej. Aż do momentu, gdy pojawiły się pierwsze pęknięcia, a potem zadrapania, ostatecznie całkowite załamanie, z którym nadal sobie radzę, choć dopiero od trzech miesięcy.
Wielu moich znajomych nazywało mnie "infolinią" na ich problemy, którą nadal jestem, ale na szczęście ze znacznie większą świadomością i umiarem. Po cichu lubię sobie dodawać, że tak w zasadzie jestem jakąś ironiczną infolinią żałości, która tylko może udowadniać, że wszystko ma dwa dna, nawet jeśli tego nie widzimy.
Jedną z moich ulubionych czynności jest pomaganie w radzeniu sobie z problemami i mam świadomość, że ludzie lubią to wykorzystywać, dlatego powoli uczę się jak lepiej zarządzać moim prywatnym centrum ramienia do wypłakania się. Nie jest to w żadnym stopniu negatywne, jeśli tak mogło zabrzmieć. Jednak warto pamiętać, że we wszystkim trzeba zachować umiar – i to właśnie staram się od niedawna robić.
Natomiast jeśli chodzi o rady, które odnoszą się do wszystkich, mam jedną, która jest szalenie uniwersalna. Zapewne wielu ludzi ma, choć może tego nie widzieć, taką własną infolinię, w postaci przyjaciela, znajomego lub może nawet zupełnie im obcej osoby. Myślę, że adekwatne byłoby tutaj zaznaczenie, by sprawdzili , czy może przypadkiem ona czasem również nie potrzebuje czegoś powiedzieć. Czy przypadkiem sama nie jest taką infolinią żałości.
Łatwo byłoby tutaj stanąć w opozycji i odpowiedzieć – przecież nigdy nie zabraniasz jej mówić, może to robić zawsze, więc dlaczego tego nie robi?
Może po prostu nie czuje się w dobrej pozycji, by sama mówić o swoich problemach, gdy ty przechodzisz przez ciężki okres. Może nie chce o nich wspominać, gdy w końcu wchodzisz w lepszy. Może po prostu się boi mówienia o tym. Tak czy inaczej, zawsze lepiej jest upewnić się, że za każdym jest ok po pytaniu co u ciebie, nie kryje się chmurka problemów, które nieuwolnione i nierozwiązane, będą jedynie rosnąć.
Dbajcie o swoje mini infolinie moi drodzy. Jednak przede wszystkim – drogie infolinie – wy dbajcie o siebie najbardziej.



Komentarze
Prześlij komentarz