Fanfikcja
Głośno i pewnie głoszę już od dawna, że jestem fanką fanfiction. Choć niektórym może to przywieźć na myśl wiele szalonych rzeczy, poczynając od bardzo złych opowiadań, na najciemniejszych wizjach kończąc, jest to wyjątkowo interesujące zjawisko. Rzecz jasna - nie zawsze trafisz na arcydzieło, jednak w większości możesz naprawdę dobrze zapełnić sobie czas pomniejszymi opowiadaniami, o nienajgorszej jakości.
W całkowitym skrócie - fanfiction to opowiadania fanowskie. Pisane przez fanów, dla fanów. O czym? O praktycznie każdym media. Czy to ulubiona książka, film, podcast, serial - lista rzeczy do wykorzystania się nie kończy. Autorzy mogą użyć postaci z danego media, wsadzić je do nowego uniwersum, do danej sytuacji, stworzyć bieg fabuły na nowo, zadając jedno pytanie - co by było gdyby?
Będąc swojego rodzaju weteranką w kwestii pisania fanfiction, przeszłam już przez wiele etapów tworzenia takiej fikcji. Jako nieco mniejsza nastolatka zaczynałam od standardowego shipowania ludzi z ulubionego zespołu, najczęściej tworząc opowiadania (najwyżej na 300 słów) pisane w drugiej osobie liczby pojedynczej.
Nagle słyszysz pukanie do drzwi. Gdy je otwierasz, twoim oczom ukazuje się X.
- T/I*! - krzyczy na twój widok - Nie mogłem już dłużej czekać.
Nie masz pojęcia jak zareagować, ale błysk w jego oku upewnia cię, że to ten jedyny.
Nie jest to literatura najwyższej klasy, jak zapewne łatwo zauważyć. Jednak w tamtym czasie pisanie takich krótkich historii wydawało mi się szczytem umiejętności literackich. Zaczytywałam się nimi godzinami. Pamiętam radość, która mnie ogarniała, gdy moje teksty były umieszczane (oczywiście hurtowo) w zakładce imaginy na ulubionym blogu. To były dobre czasy.
Wkrótce potem skierowałam się bardziej ku filmom. Posiadam na swoim koncie kilka nieco dłuższych (bo już ponad trzystronicowych) opowiadań o Titanicu. Nadal czasem je przeglądam w poszukiwaniu opisów emocji, których opisywanie w tym momencie nie idzie mi dobrze.
Kolejnym etapem było zaprzeczenie. Ja? Fanfiction? Pf. Pffffff.
Był to najdłuższy etap, pełen wstydu i milczenia w tej kwestii. Wyśmiewania "prymitywnych autoreczek". Myślę, że wiele osób może się utożsamić z tym uczuciem (niekoniecznie w kwestii fanfiction). Moje zaprzeczenie trwało długo, bo ponowne tworzenie rozpoczęłam na krótko przed rozpoczęciem liceum. Była to fajna odskocznia - szczególnie, że rozpoczęła się wtedy moja miłość do Nędzników. I tak już mi chyba zostało, że gdy w końcu zasiadłam do komputera, to do dzisiaj najwięcej moich fanfiction mogę śmiało oznaczyć plakietką Les Miserables. Do dzisiaj rzadko od tego odskakuję, najprawdopodobniej dlatego, że dawno już nic mnie tak nie zachwyciło.
Wzrok Grantaire zatrzymał się na butelce wina, którą przyniósł ze sobą trzy godziny temu. Była zamknięta. Od dawna nie otwierał wina samemu. Szybko sprawdził godzinę. Do odprawy zostało sześć godzin. Pomyślał, że zdążyłby nawet wytrzeźwieć. Nie chciał wypić dużo. Możliwe,że nawet nie chciał się upić. Nie powinien. Jednak nastawił alarm, który miał mu przypomnieć o spotkaniu.
Był kapitanem. Jednak wziął do ręki butelkę i uniósł ją w stronę szyby pełnej gwiazd, korytarza skrzydła D i całej reszty wszechświata, która nie wiedziała o jego istnieniu.
– Twoje zdrowie, Michael Angelo.
Zatem gdy już rozpoczęłam kontynuację mojej podróży przez fikcję fanowską, znalazłam kolejne małe źródełka inspiracji. Obecnie najczęściej jest to Critical Role, które pozostawia wiele miejsca dla słuchaczy, by mogli stworzyć własne małe historie.
Z prawej strony, od bramy, dobiegają do nas głośne rozmowy, a Emon powoli budzi się do życia. Gdzieś daleko powozy z delikatnym stukotem poruszają się po żwirze i kamieniu, las szumi dookoła i kusi słodkim zapachem natury.
– Jesteśmy twoimi przyjaciółmi, Vax – słyszę, gdy opieram głowę o głowę mojej siostry z lekkim kaszlem. Przez chwilę wydaje mi się, że w oddali słyszę donośny śmiech, który tak dobrze znam.
W kolejnym etapie jestem w tym momencie. Rzadko tworzę. Zatem czym on się cechuje? Coraz częściej doceniam inne opowiadania. Czytuję je dla rozrywki, jednak możecie mi uwierzyć, że wśród ton słów, które niekiedy musicie przekopać, żeby odnaleźć to, na co akurat macie ochotę, znajdują się setki przepięknych historii. Autorzy, których nie boję się nazwać pisarzami, często pozostawiają czytelnika w zachwycie i rozmyślaniach nad tym, dlaczego ta osoba nie wyda własnej książki. Niektórzy złapią cię za serce niekonwencjonalnym podejściem, inny stylem pisania, jeszcze inni rozbiją ci serce historią, która powstała w ich głowach.
Zainspirowani tą samą historią, tworzą miliony swoich własnych.
Pisywałam już fanfiction do różnych rzeczy. Do książek, podcastów jak i musicali. Jednak jedno opowiadanie powstało całkowicie w oparciu o jedną piosenkę. I, żeby nie zostawić Was z pustymi rękoma - oto ono.
piosenka: Pierre and Andrey z musicalu Natasha, Pierre and The Great Comet of 1812
------------------------
Chwila w Moskwie
Po tak wielu dniach na wojnie, moje oczy nie są przyzwyczajone do przepychu, który w Moskwie spada zewsząd na moje barki. Gdy drzwi otwierają się i łapię zamglone spojrzenie mojego dawnego przyjaciela, znajduję w nim pokrewne zagubienie. Wydajemy się być tacy mali w pokoju pełnym złotych zdobień. Tacy samotni, w ogromie głośnego miasta. Ciężar nachodzącej rozmowy nie pozwala mi stawiać szybkich kroków. Stukot mych butów rozbrzmiewa głośno, gdy podchodzę bliżej, zaciskając palce na oparciu szpetnego krzesła. Drugą ręką trzymam plik listów, które niemal palą moją skórę.
– Cóż. Jak się miewasz? Nadal ci się wiedzie? – odzywam się głosem, jakiego dawno nie słyszałem. Pierre wydycha krótko powietrze, obdarzając mnie swoim starym, nieporadnym uśmiechem. Słyszę w nim ulgę, choć jego ręce nerwowo obracają guziki mankietów. Jednak gdy sam wypowiada słowa, są one pełne sentymentu, z którego ja już dawno zrezygnowałem.
– Masz kolejną zmarszczkę na czole, przyjacielu.
– Dobrze cię widzieć. Zbyt długo mnie tu nie było.
Opuszczam wzrok na swoją dłoń. Pierścienie na niej pobłyskują srebrem, odbijają światło, które wpada przez okienny witraż. Niedobrze mi od tego bogactwa. Pierre porusza się niespokojnie, zakłopotany mym zachowaniem.
– Potrzebujesz pomocy, zdrowie cię zawodzi. Twoja twarz zbielała.
– Nie, czuję się dobrze. Są to zapewne skutki wojny, która trwa w mojej głowie. – odpowiadam pewniej i chłodniej, myśląc nad kolejnymi słowami. – Wybacz mi, że zajmuję ci czas. Otrzymałem odmowę hrabiny Rostovej i przyszło mi usłyszeć historię o twoim bracie, który, jak doszły mnie słuchy starał się o jej rękę. Czy jest to prawdą?
Pierre prostuje się, a jego blade ręce zamierają wpół obrotu pozłacanego guzika. Spoglądam mu w twarz, na której maluje się zarówno zmieszanie, jak i ufność. Cieszy mnie to.
– Tak mówią – odrzeka smutnym tonem. Ostrożnie potakuję głową, odwracając wzrok na portret wiszący na ścianie i dostrzegam w martwych oczach namalowanego człowieka mego ojca, który tylko obserwuje, pozostawiając moją decyzję do rozstrzygnięcia ciszy.
Unoszę dłoń, w której kurczowo trzymałem dotąd ponad trzydzieści listów i przestępuję bliżej, wręczając je w drżące dłonie Pierre’a. Gdy mój przyjaciel zaciska na nich swoje palce, nareszcie udaje mi się wziąć spokojniejszy oddech. Kładę swoją dłoń na jego, spoglądając na smutne oczy człowieka, którego znam całe życie i który nie zawiódł mego zaufania ni jeden raz.
– Oto jej listy, proszę przekaż je hrabinie.
Pierre spogląda na mnie z żalem i goryczą, których mnie brak, a które powinienem czuć.
– Natasha jest chora. Otarła się o śmierć – mówi z nadzieją, której nie powinien czuć. Obserwuję jego rumianą twarz i błyszczące oczy, które tak często widywałem, gdy opowiadał mi o Natalyi. Pierre ufa ludziom, kocha ich i docenia..
A w tym wszystkim jest z nas dwóch mniejszym głupcem.
– Żałuję jej choroby – odpowiadam cicho. Tuż po tym uśmiecham się uśmiechem, wraz z którym opuszczają mnie wszystkie zamartwienia, a ciężar, który nosiłem ze sobą nagle znika. Jest on chłodny i oczy me nie śmieją się wraz z nim. A jednak jest on najszczerszym, jaki kiedykolwiek przywdziałem, – Cóż, nie jest to już istotnym.
Pierre kładzie swoją dłoń na moim nadgarstku, zaciskając kurczowo palce na rękawie mojego munduru. Spoglądam na nasze ręce, które tworzą zaskakującą wiązankę rzeczy, za którymi tęsknię, jak i tych, których nienawidzę.
– Powiedziałeś mi kiedyś, że straconej kobiecie powinno zostać wybaczone - głos Pierre’a miesza się z moimi myślami, pełen wyrzutu i melancholii.
– Tak, lecz nie powiedziałem, że ja mógłbym wybaczyć – odpowiadam, wyrywając dłonie z jego uścisku, który staje się coraz ciaśniejszy. Więzi mnie. – Nie mogę. Owszem, poproszenie ponownie o jej rękę, bycie wyrozumiałym i kochającym, tak, to byłoby szlachetne. Jednak nie mogę być człowiekiem, który to zrobi.
Pierre obserwuje mnie w ciszy, gdy odwracam się i kieruję szybkie, wolne od ciężaru winy, kroki w stronę wyjścia. Gdy odwracam głowę, nie spoglądam na niego ponownie. Słyszę za sobą, jak przestępuje z nogi na nogę, podąża moim śladem.
Mój ojciec patrzy na mnie z portretu, mierząc mnie swym wzrokiem i tym razem nie milczy. Krzyczy w mojej głowie. Jest ze mnie ostatecznie dumny. Jestem jego synem. Jestem nim.
– Jeśli pragniesz pozostać moim przyjacielem, nie wspominaj o tym więcej – dodaję, poprawiając order na mojej klatce piersiowej i opuszczam mężczyznę, udając się na spoczynek. Obserwuję swoją dłoń, kładąc ją na klindze szpady, wiszącej na moim boku. Wiem, że tam jest jej miejsce. I tam pozostanie.
Po tak krótkim czasie w Moskwie, moje oczy pierwszy raz spoglądają na ogarniający mnie przepych łaskawszym okiem, wolnym od wiążących mnie sideł uczuć, wolnym od wszelkich zobowiązań, które nigdy nie zostaną dotrzymane. Wolnym od tego wszystkiego, co kiedyś było dla mnie definicją tego głośnego miasta, w którym traciłem samego siebie.



Boże, tak długo czekałam żeby usłyszeć/przeczytać znowu ten tekst! Cudowny jest
OdpowiedzUsuńTak bardzo spóźniona odpowiedź!
UsuńKocham bardzo ❤️❤️❤️
Usuń