Do wszystkich filmów, które obejrzałam

        Tytuł dopiero po długim czasie myślenia wydał mi się zbyt ogólny. No bo o co właściwie chodzi? A no o to, że raz na jakiś czas zdarzy mi się obejrzeć film, który pozostawia mnie z takim ciepłym uczuciem na żołądku (i bynajmniej nie jest to obrzydzenie). To fajne ciepełko, to coś, co najbliżej mogę opisać jako rozczulenie, satysfakcję lub nawet zauroczenie. Każdy ma pewnie jakieś swoje guilty pleasure, a moim najwyraźniej są lekkie (tak, głównie romantyczne) filmy. Jednak nie byle jakie, ani pierwsze lepsze. Konkretniej na pewno nie pokroju polskich, niemal podchodzących pod debilizm scenarzystów komedyjek. Ani nic typowo "amerykańskiego", gdzie przerywniki, wymuszone suchymi żartami, najczęściej dotyczącymi fizjonomii człowieka, są wpychane w gardła widzów co drugi sztywny dialog.
        Ja to tak lubię subtelnie, na wesoło, ale po ludzku. A jak dialogi brzmią jak faktyczne rozmowy, które można zasłyszeć w prawdziwym życiu, to już w ogóle się topię, wybaczam wszelkie inne błędy filmowych twórców. (Tu warto zaznaczyć, że wielkim koneserem filmoteki nie jestem.)
        Zazwyczaj zakładam, że seans ma sprawić, iż uwierzę w jego świat. Że sięgnę do portfela, rzucając drobniaki na blat kasjerki z tekstem: "No bierz kobieto moje pieniądze, ja to kupuję w całości." A tak mi się wydaje, że właśnie ten gatunek, którego perełki sprawiają, że za nim przepadam, ma z tym największy problem. Nieważne jak dobry koncept, w większości wychodzi sztucznie, nudno, męcząco. To tylko utwierdza wszystkim znany stereotyp.
        Dobra, bo ja tu właściwie się produkuję, żeby dotrzeć do moich najgłębszych odczuć w tej swojej wstydliwej przyjemności. Są takie filmy, od których nogi mi miękną przez skurcz uśmiechu na  twarzy. Najczęściej mają one wątek relacji rodzinnych, który wzrusza nawet zasmarkane chusteczki. Mają postaci, które prawdziwie przywiązują cię do nich kajdanami, kradnąc serce. Jednak przede wszystkim, mają główną bohaterkę, która sprawia, że patrzę na nią i myślę: "Chcę być taka jak ty." Nie "być na twoim miejscu" czy "przeżyć taki romans ohohoho". Być taka jak ty.
        Jaka konkretnie? W wielu z moich ulubionych perełek jest podobny obraz. Odważna, zaradna, wygadana, towarzyska, ale nie idealna. A przede wszystkim - pełna życia. W mojej głowie, chciałabym kiedyś obejrzeć ponownie jeden z moich klasyków i pomyśleć, że taka właśnie jestem.
        Powiem Wam, że to jedna z największych motywacji, jakie dotychczas znalazłam. Wstaję rano i myślę, że fajnie by było dla odmiany nie wstydzić się swojego uśmiechu, nie uważać go za coś odstającego ode mnie, za coś co do mnie nie pasuje. Zupełnie tak jak [insert name]. Aż może kiedyś usunę to [insert name] i pomyślę: "zupełnie tak jak ja". No i dodam, że fajnie byłoby ubierać się jak młoda Donna Sheridan z 'Mamma Mia!', bo to mój ostateczny goal. 
        I tak ostatnio zauważyłam, że faktycznie coś mi to daje. Zatem jak mi źle, to siadam i włączam personalne źródło ciepłych uczuć, i ojeeeej, fajnie mi.
        
        Naprawiając tytuł, Do wszystkich filmów, które obejrzałam mi pomagają – dziękuję! Fajnie, że ktoś was napisał i wydał miliony na produkcję. W zamian macie tu kilka uśmiechów, bo może mój nie jest jedynym.







ogłoszenia parafialne

Minął mi rok ze Skołtunionym. Dziękuję serdecznie wszystkim, którzy czasem tutaj klikną, zajrzą i przeczytają. Wpadłam na mały pomysł, choć nie wiem czy wypali - małe Q&A. Jeśli ktoś byłby zainteresowany, możecie komentować z jakimikolwiek pytankami lub pisać do mnie na Facebooku, odpowiem na wszystko. Podsumowując, serdeczne całuski dla wszystkich, którzy byli ze mną przez ten rok. Nie bójcie się oddawać swoim własny guilty pleasures.




Komentarze

  1. To jakie konkretne filmy wywoluja u Ciebie te cieple uczucie w zoladku? Może tez je poczuje (w tej samej, nieobrzydzającej postaci oczywiście).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Klasyki klasyków to głównie Mamma Mia, Mamma Mia 2, jedne z nowszych to Nowa Generacja, Do Wszystkich Chłopców, Których Kochałam (to tak na początek, mogę podrzucić jeszcze masę, daj znać jak tam ciepełko :)

      Usuń
    2. Ahhh, no oczywiście, że klasyki nie są mi obce. Ale tych "Chłopców, których kochałaś" (��) to muszę obejrzeć ;) a czy polecasz jakieś książki, ktore chwyciły Cie za serce?

      Usuń
    3. Na pewno "Byliśmy Łgarzami" oraz "Powiedz Wilkom, Że Jestem w Domu" należą do takich, które mnie powaliły :D

      Usuń
    4. Obie przeczytałam. Łgarzy tylko musze dokupic, bo chce do nich powrócic. Polecam Ci w takim razie książkę "Cyrk Nocy" Erin Morgensyern oraz cała trylogie Williama Nicholsona "Ognisty Wiatr". Myślę, ze Ci sie spodobają

      Usuń
  2. Co w sobie lubisz a czego nie? Czy uwazasz, ze warto to zmienic czy akceptowac siebie takim jakim sie jest?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo nie lubię w sobie tego jak podatna na sugestie jestem oraz często przesadzam, szczególnie w mojej głowie. Lubię natomiast moją nowozdobytą otwartość i mój humor. (Choć może to zabrzmieć nieskromnie) lubię też swój styl pisania. Z przeszłości na pewno nie lubię wielu moich zachowań i nie bycia fair w stosunku do innych, nad czym powoli pracuję. Myślę, że to dobrze akceptować siebie, to nawet fantastyczne, ale nie można ignorować swoich wad. Najlepiej jest być ich świadomym i pracować nad nimi, co oczywiście nadal zalicza się do akceptowania siebie, tylko tej niedoskonałej części. Akceptacja to również usprawnienie :)

      Usuń
  3. Super był ten rok ze Skołtunionym! Dziękuję za każde słowo, które przeczytałam(skreślam: przeczytałam) mi pomogły��

    OdpowiedzUsuń
  4. Jak myslisz, dlaczego jest tak, że dążymy do jakiś okreslonych ideałów, wmawiajac sobie ze nie jestesmy tym ,,wystarczajacym,,?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie jestem wielkim filozofem, natomiast jak na mój prosty rozum wydaje się to być skutkiem setek lat powielania stereotypów, do których dążymy już podświadomie. Chcemy być lepsi, chcemy być użyteczni (co w większości przypadków znaczy 'odegrać oczekiwaną rolę'). Może czas przestać je powielać?

      Usuń
  5. Co uważasz za seksowne?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To jest eee bardzo specyficzne pytanie, bo bardzo dużo zależy od osoby. To bardzo kwestia subiektywna, więc nie mogę powiedzieć na sto procent. Ale lubię dobre poczucie humoru. I koszule z podwiniętymi rękawami, ale zapiętym kołnierzem.

      Usuń

Prześlij komentarz

Popularne posty