'Ludzie byli wtedy upodleni'
W którejś klasie liceum dostaliśmy takie zadanie, żeby porozmawiać z rodzicami czy dziadkami i zapytać jak to było w PRLu, następnie opisać to w eseju. Pominę fakt, że esej nie mógł być dłuższy niż strona, bo nauczyciel wyjątkowo w dupie gdzieś miał to co w ogóle napisałeś, nic nie czytał, oceny wystawiał losowo, jak było za długie, no to tym bardziej miałeś problem, bo jemu się nie chciało sprawdzać. Teraz jak znalazłam ten esej, który napisałam po rozmowie z moją mamą, to żałuję, że nie napisałam więcej. Nawet o tym nie pomyślałam, a szkoda, bo zapewne byłoby co czytać. I tak myślę, że może porozmawiam niedługo i dłużej. Spiszę. To ważne, żeby pamiętać, bo historia za często lubi się powtarzać.
Postanowiłam po ponad roku nieobecności, wykorzystać moją myślodsiewnię. Wrzucam to, co uznałam za bardzo ważne, spośród moich plików. I mam nadzieję, że wy także uznacie to za ważne. Szczególnie teraz. Widzimy się pewnie niedługo, bo zbieram materiały na coś więcej. Wracam powoli. Trzymajcie się, a esej rzucam pod zdjęciem. Jakość taka, wiadomo – licealna.
Moja mama miała osiemnaście lat, będąc na pierwszym roku studiów. Mieszkała wtedy w Poznaniu. Wspomina te czasy głównie wielkim uczuciem niepewności. Opowiada jak powstawały Solidarność, Komitety Obrony Robotnika. Uważa, że niezwykle złą rzeczą były rządy jednej partii, która, cytując: „Trzymała wszystkich za mordy”. Wszystko było na kartki. Jedzenie, ubrania, papier toaletowy. Nawet buty ślubne „kupiła” za kartki.
Co tydzień jeździła do domu, tutaj na Śląsk, czasami do Szczecina, do siostry. Pewnej niedzieli, 13.12.1981 roku musiała wracać do Poznania. Telefony w akademikach nie działały, przez co nie mogła sprawdzić odjazdów pociągów. Kobieta na portierni na brak łączności odpowiedziała: „Pani, wojna jest.” Mama była zdezorientowana. „Jaka wojna?” – pytała. Włączyła telewizor. Jednak nie było tam żadnych wiadomości, informacji. Przemawiał Wojciech Jaruzelski.
Pobiegła do pokoju akademika po siostrę i razem, w panice, postanowiły pójść na pocztę, gdzie zawsze działały telefony. Po ulicach jeździły czołgi. Wszędzie byli żołnierze, celując karabinami w ludzi. Ogłoszono godzinę policyjną. Ci, którzy chceli wychodzić z domu po dwudziestej drugiej musieli mieć przepustkę.
Mama dojechała na dworzec, wsiadła w pierwszy lepszy pociąg do Poznania, jej siostra dała jej list, który miała przekazać za tydzień rodzicom, bo sama musiała uczęszczać na zajęcia. Wszystkie zostały odwołane. Natychmiast wróciła na dworzec i pojechała do domu, do Katowic.
„Ludzie byli przerażeni. Nie wiedziałam, czy zobaczę moją siostrę, kiedy. Jeśli chciałeś kogoś odwiedzić, musiałeś mieć zezwolenie z urzędu miasta. Paranoja” – mówi. Byłą strasznie ciężka zima. Wszędzie były strajki, mama przypomina mi o tym na kopalni Wujek.
Tata chciał dołączyć do strajku na uczelni medycznej, gdzie byli jego znajomi. Pojechał do akademii, jednak okazało się, że nie można wejść do środka. Milicja pilnowała studentów. Zajęcia były odwoływane, by nie dopuścić do kolejnych strajków. Studentów wynoszono z uczelni. Strzelano do ludzi.
Po zakończeniu stanu wojennego nadal brakowało jedzenia dla ludzi, wszystko było na kartki, bieda się ciągnęła. Rodzice pobrali się w 1984, a jeszcze w 1987 działał system kartkowy. Kiedy rodziło się dziecko, można było dostać przydział na ubranka i pieluchy. „Kaftaniki były sztywne, wielkie, ba – o wiele rozmiarów za duże na niemowle. W brzydkich kolorach. Ohydne to było po prostu.” – mama wspomina narodziny mojego brata w 1986. W aptekach nie było podstawowych środków higieny dla kobiet. Istniały sklepy – Pewexy, w których można było kupować rzeczy za dolary lub bony towarowe. Obydwie rzeczy sprzedawano na czarnym rynku. Były to ekskluzywne rzeczy. Nie było nic innego. Tak mama kupiła materiał na suknię ślubną.
„Był to stan, w którym myśmy żyli, a czego wy sobie nie potraficie wyobrazić. Jak o tym myślę, mam łzy w oczach. Ludzie byli wtedy upodleni. Wszystko to miało temu służyć, żeby ludzie byli posłuszni, żeby za kostkę masła dali się skłócić, nie śniło im się, że mogą mieć dobre ubrania, dobre telefony. A członkowie partyjni mieli wszystko. Zasługiwali na to. Myśmy marzyli wtedy tylko, żeby was dobrze wychować, żebyście mogli się uczyć. Chcieliśmy spokojnego życia.” – podsumowuje.



Komentarze
Prześlij komentarz